Nie, nie, nie! To niemożliwe. To wydaje się wprost nieprawdopodobne, że nasze spotkanie projektowe zbliża się do końca. Każdy dzień był naprawdę wyjątkowy i pełen niezapomnianych chwil. Tak było w poniedziałek, wtorek, środę i dzisiaj, w czwartek.

Czwartkową bieszczadzką przygodę zaczęliśmy od zwiedzania Muzeum Młynarstwa w Ustrzykach Dolnych. Nie tylko zobaczyliśmy jak wygląda młyn, ale poznaliśmy na czym polegała trudna praca młynarza. Na pytanie, czy chcielibyśmy wykonywać zawód młynarza, zgodnie odpowiedzieliśmy, że nie.

W muzeum, w niezwykłym wnętrzu starej chaty, braliśmy udział w warsztatach kulinarnych. To było prawdziwie „czaderskie” wydarzenie. Pani przewodniczka powiedziała, że nazwa Bieszczady pochodzi od dwóch słów: bies – zły diabeł, czart i czad – dobry diabeł. Czaderski równa się więc świetny, super. Wracając do warsztatów…

Ubrani w regionalne stroje zajęliśmy się wyrabianiem proziaków, codziennych chlebków z dodatkiem prozy, czyli sody (stąd nazwa). Potem przyszedł czas na pieczenie drożdżowych bułeczek z kapustą. Kiedy zasiedliśmy do stołu, zachwytom nie było końca. Okazało się, że te proste potrawy były prawdziwą ucztą dla naszego podniebienia.

Najedzeni wyruszyliśmy na zwiedzanie zapory na Jeziorze Solińskim i Muzeum Bojków, dawnych mieszkańców Bieszczadów.

A wieczorem… okazało się, że nie ma już żadnych granic pomiędzy młodzieżą z Polski i Ukrainy, a tym co nas ostatecznie połączyło, była muzyka. Wszyscy tańczyliśmy poloneza, nasz taniec narodowy. Uczniowie z puławskiej szkoły jak zawodowi instruktorzy tańca poprowadzili swoich przyjaciół z ukraińskiego liceum tanecznym krokiem poloneza. To był nie tylko niesamowity widok, ale i wielkie przeżycie (pani Beata aż się popłakała ze wzruszenia). Ukraina pokazała nam taniec kozacki. Okazało się, że uczniowie SP 11 też świetnie dali sobie z nim radę. Warsztaty zakończyła belgijka. Nawet ci, którzy początkowo się opierali, tak się zaangażowali, że pot płynął im po plecach.

Przed nami jeszcze dyskoteka i wspólne gotowanie ukraińskiej potrawy – KULISZ.

Jutro zaśpiewamy „nie płacz, kiedy odjadę”. Ale czy nasze rozstanie obędzie się bez łez? Wątpię! Cóż, pomyślę o tym jutro, bo póki co, spotkanie projektowe nadal trwa! Cieszymy się więc każdą chwilą.







 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga